Męczennicy w imię jedności

Kijowski Majdan
Kijowski Majdan Streetwrk.com/Flickr
Ukraińcy wystąpili przeciw swemu skorumpowanemu i cynicznemu reżimowi w imię jedności z Europą. Stali się pierwszymi męczennikami tej jedności. Takie właśnie znaczenie powinno być w pierwszym rzędzie przypisywane ich męczeństwu. Odpowiedzialność za to leży jednak nie tylko po ich, lecz także po naszej stronie.

Esej ukazał się w magazynie „W Punkt”, nr 3/2014 (pobierz pełne numery bezpłatnie na iPada, śledź W Punkt na Facebooku)



Tekst Sebastian Duda, zdjęcia Streetwrk.com/Flickr

Kilka dni po czarnym czwartku 20 lutego, gdy na kijowskim Majdanie zginęło prawie sto osób, napisał do mnie Taras, przyjaciel ze Lwowa, kierownik biblioteki tamtejszego uniwersytetu katolickiego i jednocześnie przedsiębiorca (z bibliotekarskiej pensji trudno byłoby na Ukrainie wyżyć i utrzymać rodzinę). Martwiłem się o niego, jego żonę i dzieci. Byłem pewien, że wyjechał z Galicji do stolicy. Nie myliłem się.

Taras wysłał do mnie krótki e-mail tuż po powrocie z Kijowa do lwowskiego domu. Dziękował za wyrazy wsparcia i solidarności płynące z Polski. Pisał, że ma szramę na twarzy. Butelka z benzyną, którą chciał rzucić w stronę policji walczącej z protestującymi, w jakiś sposób wybuchła mu w rękach. Ale co tam zraniony policzek – przecież to nic poważnego. Taras napisał, że czuł się odpowiedzialny za czwórkę dzieci i żonę, którzy zostali we Lwowie. Nie chciał iść na pierwszą linię starć. Budował barykady, modlił się i starał się pomagać z pewnej odległości. Teraz czuje się winny: przecież wielu zabitych na Majdanie również pozostawiło rodziny i dzieci. Ich odwaga i determinacja są wyzwaniem – jednocześnie budującym i szokującym – dla mojego lwowskiego przyjaciela.

Taras nie bronił się przed patosem. Ukraiński Majdan pokazał nam, że nasza rezerwa do używania wielkich i wzniosłych słów niekoniecznie jest uczciwa i słuszna. Tyle lat narzekaliśmy w Polsce na grzebanie się w martyrologii. Jak jednak bez wzniosłości czcić pamięć tych, którzy polegli w Kijowie? Gdy oglądałem relacje z Majdanu, ludzi noszących odkryte trumny z ciałami pomordowanych, modlące się tłumy, scenę, z której przemawiali kolejni ludowi trybunowie, przypomniała mi się w pewnej chwili sytuacja zapisana przed wiekami przez Tukidydesa w „Wojnie peloponeskiej”.
Wizja Peryklesa
Zimą z 431 na 430 rok przed naszą erą Ateńczycy zgodnie ze starym zwyczajem odprawili publiczny pogrzeb pierwszych poległych w walkach ze Spartanami. Zwłoki żołnierzy wystawiano w namiotach. Nie wiem, czy były one podobne do tych z kijowskiego Majdanu. Ciekawe, że po tylu stuleciach namioty znów zostały rozwinięte na kolejnym placu, na którym trzeba oddać cześć zmarłym. Głos zamierał w gardle, gdy pokazywano w telewizji ułożone rzędami w namiotach ciała poległych. Obok widać było przestrzelony przez snajpera, zakrwawiony hełm, pokiereszowaną kulami kurtkę, podziurawione plastikowe tarcze…

Tukidydes pisze, że „każdemu, czy to obywatelom, czy cudzoziemcom, wolno uczestniczyć w orszaku. Są też przy pogrzebie obecne kobiety, które mają krewnych wśród poległych, i słyszy się ich lamentacje”. Taras napisał mi, że podczas oddawania hołdu zabitym na Majdanie stali obok niego Polacy. Płakali razem z nim i innymi Ukraińcami. Cały świat oglądał na ekranach telewizorów zanoszące się szlochem żony i matki zabitych. Inna moja lwowska przyjaciółka – Mariczka, teolożka, napisała mi, że na jej uczelni wszyscy przestali pracować, gdy dowiedzieli się, że w Kijowie zastrzelono ich kolegę-wykładowcę. Miał niespełna 30 lat. „Przeszliśmy Rubikon, punkt, z którego nie ma odwrotu – wiem, że słowa Mariczki oddają doświadczenie wielu. Wszyscy już staliśmy się innymi. Nie możemy ustąpić i wiemy, że zwyciężymy. Pytanie tylko, jaką cenę przyjdzie nam jeszcze zapłacić i ile jeszcze będzie przelanej krwi”.

Tukidydes zaświadczył przed wiekami, że po pierwszym w czasie wojny peloponeskiej publicznym pogrzebie poległych Ateńczyków i ich sprzymierzeńców głos zabrał Perykles. Jego mowa to być może najpiękniejsza w dziejach pochwała demokracji. Wielki wódz ateński przedstawił wtedy wizję, której Unia Europejska chce być w dużym stopniu wierna do dziś. Ta Unia, dla której polegli żołnierze niebiańskiej sotni na Majdanie.

„W sporach prywatnych – mówił Perykles – wszyscy są równi wobec prawa. Co się tyczy godności, jakie się przyznaje ludziom wyróżniającym się w poszczególnych dziedzinach, otwiera do tego dostęp nie przynależność do tej czy innej warstwy społecznej, lecz własna zasługa. Ubóstwo nie zdoła sprawić, by człowiek, który może przynieść pożytek państwu, był od tego odcięty swoją marną pozycją w społeczeństwie. Szanujemy wolność w sprawach publicznych, jak też wystrzegamy się podejrzliwości wzajemnej w stosunkach codziennych i nie złościmy się na drugiego, jeśli robi, co jemu się podoba, ani nie spoglądamy na niego z taką milczącą naganą, która jeśli nawet nie czyni szkody, to jednak rani. Nie wyrządzając jedni drugim szkody w stosunkach prywatnych, zarazem lękamy się zrobić cokolwiek wbrew ustawom, zważając zawsze na kolejnych urzędników i na prawa, zwłaszcza te, które bronią ludzi skrzywdzonych, i te, które, nie będąc zapisane, ściągają na łamiących je niesławę, przez nikogo nie podważaną”.
Choćby polec
Czy obywatele Unii Europejskiej zdają sobie w pełni sprawę, że żyją w państwach, w których mimo wszystko powyższy peryklejski ideał jest szanowany i realizowany? Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że w wielu z nas wartości demokratyczne nie budzą żadnego zapału. Jakbyśmy uznali, że nasze prawa chronione są raz na zawsze. Nie musimy ani o nie walczyć, ani ich bronić. Taras napisał mi, że powstanie na Majdanie było „walką o niepodległość, wolność i godność. Walka w niesamowity sposób zjednoczyła naród. Przyzwyczailiśmy się mówić w ostatnich latach, że Ukraina tak słabo sobie radzi, bo w 1991 roku uzyskaliśmy naszą niepodległość »za darmo« – bez żadnych ofiar i bojów (a przecież takie koszty ponosili nasi przodkowie). Teraz zapłaciliśmy cenę i dlatego pokładam nadzieję w naszych ludziach. Niech ofiary tej walki spoczywają w pokoju!”.

Wzniosłość i patos przynależą sprawom wielkim, których nie sposób wyrazić w języku zachłannej, zajmującej się sobą codzienności. W Unii Europejskiej przywykliśmy do wykłócania się o kwoty rolnych dopłat, standaryzację wielkości ogórków, maglowania opinii o prestiżowych sporach – o wpływy pomiędzy Brytyjczykami, Niemcami czy Francuzami. Takie są problemy ludzi żyjących w dostatku, którzy nie spodziewają się niebezpieczeństwa. Ale czy można utrzymać demokrację bez stałego odnoszenia się do wartości, na których się ona opiera? Wielu ludziom nie podoba się obecna postać ustroju demokratycznego. Polityka stała się domeną fałszywych gier, celebryctwa, ustalanych z sufitu cen za surowce naturalne i ustaw, w których co prawda równość oferowana jest mniejszościom i wykluczonym, lecz mimo to najważniejsze z wykluczeń pęcznieje coraz bardziej. Bo jak inaczej nazwać rosnącą dysproporcję między najbogatszymi i resztą?

Kto z europejskich obywateli gotów byłby umierać za Unię? Czy choć jeden z jej obywateli gotów byłby położyć za nią głowę? Kijowski Majdan pokazał, że tych patetycznych pytań nie powinniśmy traktować wzruszeniem ramion.

Czas, byśmy raz jeszcze przypomnieli sobie słowa Peryklesa: „Za takie więc państwo, szlachetnie, nie godząc się, by zostało im zabrane, ci mężowie, walcząc, polegli, a z innych, którzy zostali, każdy powinien być gotowy cierpieć za nie. (…) Niewielu jest Hellenów, których wysławianie odpowiadałoby tak dokładnie czynom tych poległych. Ten zgon, jak mi się wydaje, u części ich jest pierwszym objawieniem, u części ostatecznym potwierdzeniem dzielności. (…) Trzeba to stwierdzić, że ani pragnienie korzystania nadal z bogactwa nie zmiękczyło żadnego z nich, ani nadzieja na wyrwanie się w przyszłości z biedy nie skłoniła ich do odwlekania groźnej próby. Ukaranie przeciwników uznali za godniejsze pożądania od tamtych celów, a taką próbę za najpiękniejsze ze wszystkich niebezpieczeństw. Narażając się więc, zapragnęli wymierzyć ową karę, a tamte rzeczy zostawić. Nadziei powierzyli, co w zamierzonym dziele było niepewne, sobie zaś samym postanowili zaufać w tym, co widoczne, w czynach. Godniejsze się im wydało stawić opór i choćby polec niż ocaleć przez poddanie się. Uniknęli więc zhańbienia wśród ludzi, własnym ciałem sprostali czynom. W krótkiej chwili losu, u szczytu swojej siły, zostali zabrani z głębi chwały, a nie lęku”.

Wspólnej sprawie
Jak nieudacznie w kontekście tych słów i tego, co się wydarzyło i wciąż wydarza na Ukrainie, brzmią „pragmatyczne podejścia”, „ostrożne analizy” i utyskiwania na „nieskuteczność zachodnich sankcji względem Rosji”. Ukraińcy uświadomili nam tymczasem, czym de facto powinien być fundament europejskiej kultury politycznej. Powie ktoś, że nad wszystkie ideały ważniejszy jest własny interes: bezpieczeństwo oraz postawa wyrażająca się w słowach: „byle swoje ucapić”. Bo, jak wiadomo, mimo pięknych ideałów Ateny przegrały w końcu wojnę peloponeską. Tak istotnie było, ale przecież czasy peryklejskie zostawiły nam w spadku znaczniej więcej niż swoją klęskę.

Gdy oglądałem w telewizji, jak na Majdanie przedstawiani są zgromadzonemu ludowi (właśnie ta – wielokrotnie przecież skompromitowana – kategoria ludu wydaje mi się w tym przypadku najodpowiedniejsza) ministrowie nowego ukraińskiego rządu, odczułem wielkie wzruszenie. Majdan wydał mi się nagle urzeczywistnieniem starego słowiańskiego wiecu, o którym opowiadały legendy w dawnych latopisach i kronikach. Może zresztą był to odpowiednik ateńskiego zgromadzenia ludowego – eklezji, przed którą niegdyś przemawiał Perykles. Zastanawiałem się, czy Ukraińcy mają teraz pośród siebie takiego przywódcę jak wielki ateński wódz. Nie wiem. Ale szczerze podziwiam takich ludzi jak Olga Bohomołeć – znana piosenkarka i lekarka, która ratowała życie rannych na Majdanie. Wydaje się, że ona też – inaczej niż polegli z niebiańskiej sotni, ale przecież w nie mniej godny sposób – oddała życie wspólnej sprawie.

Mówił w Atenach Perykles w pierwszym roku wojny peloponeskiej: „Wspólnej sprawie oddając własne życie, zdobywali dla siebie nieprzemijającą sławę i najbardziej zaszczytny grób, który jest nie tu, gdzie spoczywają, lecz raczej wszędzie tam, gdzie ich sława na zawsze przechowała się w ludzkiej pamięci i wyłania się z niej przy każdej sposobności, jaką nastręcza słowo albo zdarzenie. Znakomitych ludzi grobem jest cała ziemia. Nie same na stelach napisy w ojczyźnie przypominają ich, lecz i na obczyźnie trwa pamięć o nich, wyryta nie w kamieniu, lecz w każdym umyśle”.

I ja tak myślę o ukraińskich bohaterach. Boję się jednak, czy ich śmierci nie wykorzystają nad Dnieprem ksenofobowie i szowiniści. Zbyt dobrze w naszej części Europy wiemy, że dla wielu „ofiara za naród” nie jest tym samym, co „ofiara dla demokracji”. Ukraińcy wystąpili przeciw swemu skorumpowanemu i cynicznemu reżimowi w imię jedności z Europą. Stali się pierwszymi męczennikami tej jedności. Takie właśnie znaczenie powinno być w pierwszym rzędzie przypisywane ich męczeństwu. Odpowiedzialność za to leży jednak nie tylko po ich, lecz także po naszej stronie.

„Ich więc biorąc sobie za wzór – mówił dalej o poległych bohaterach Perykles – i będąc, jak oni, przeświadczeni o tym, iż nie ma szczęścia bez wolności i nie ma wolności bez męstwa, grozie wojny nie dajcie się zastraszyć. To wcale nie ludzie nieszczęśni, którym nie świta nadzieja lepszej doli, mają najsłuszniejszy powód do tego, by nie szczędzić życia, lecz raczej ci, którym jeszcze za życia grozi odmiana losu i dla których w razie niepowodzenia różnica ta byłaby największa. Boleśniej jest bowiem dumnemu człowiekowi znosić pogorszenie spowodowane brakiem męstwa niżeli w mocy i we wspólnej nadziei umrzeć, nie wiedząc, że umiera”.

Taras napisał mi, że niebawem znowu wybiera się do Kijowa, by połączyć się z tymi, którzy chcą bronić kraju przed rosyjską agresją. W słowach Peryklesa znalazłem piękne uzasadnienie tej decyzji. Wierzę, że, jak pisze mój przyjaciel, niebawem spotkamy się we Lwowie – europejskim mieście, od którego Europa nie będzie się już odwracać, lecz na nowo je do siebie przygarnie. Czasami o Europie i demokracji nie wolno mówić bez patosu.

Esej ukazał się w magazynie „W Punkt”, nr 3/2014 (pobierz pełne numery bezpłatnie na iPada, śledź W Punkt na Facebooku)



Sebastian Duda – teolog, filozof, autor magazynu „W Punkt”; wcześniej publicysta „Newsweek Polska” i redaktor miesięcznika „Przegląd Powszechny”; wykładowca na Studiach Gender w IBL PAN, współprowadzi seminaria w Centrum Myśli Jana Pawła II; członek Laboratorium Więzi

Cytaty z „Wojny peloponeskiej” Tukidydesa w przekładzie Zygmunta Kubiaka.
Trwa ładowanie komentarzy...